Puls GłogowaPuls GłogowaLokalne wiadomości. Blisko Ciebie.
Felietony

TYDZIEŃ, W KTÓRYM POLSKA ZNÓW POMYLIŁA PAŃSTWO Z KOMENTARZEM

22 czerwca, 2026 · admin

Polska polityka ma osobliwy talent: potrafi w jednym tygodniu zmieścić geopolitykę, szpitalny skandal, partyjną matematykę, historyczną ranę i jeszcze spór o to, kto z kim powinien pójść do wyborów, choć wybory dopiero majaczą za zakrętem.

Miniony tydzień był właśnie taki — jak przegrzana sala sejmowa w czerwcu: wszyscy mówią o odpowiedzialności, ale każdy głównie sprawdza, czy kamera jest włączona.

Najpierw Ukraina. Spór wokół pamięci historycznej, Wołynia, UPA i relacji polsko-ukraińskich znów pokazał, że historia w naszej polityce rzadko bywa nauczycielką. Częściej staje się pałką, którą jedni okładają drugich. Wystarczy jeden gest, jedna decyzja, jedno mocne zdanie, a natychmiast uruchamia się cały arsenał oskarżeń: zdrada, godność, interes narodowy, prezent dla Moskwy, obrona pamięci.

Problem w tym, że w polityce zagranicznej nie wystarczy mieć rację moralną. Trzeba jeszcze wiedzieć, co się z tą racją robi. Bo jeśli historia służy tylko do rozpalania wewnętrznego ognia, to prędzej czy później grzeją się przy nim nie Polacy, ale ci, którym zależy na słabszej Polsce i słabszym regionie.

Równolegle rząd dostał po twarzy sprawą Szpitala Południowego. I to nie była zwykła afera „jednego człowieka”. To była afera o coś znacznie bardziej trującego: o podejrzenie, że w państwie, które obywatelowi każe czekać miesiącami na lekarza, ktoś z politycznym adresem mógł mieć krótszy korytarz, szybsze drzwi i miększy fotel.

Nawet jeśli część wątków wymaga jeszcze wyjaśnienia, polityczna szkoda już się wydarzyła. Bo wyborca może wybaczyć wiele: zmianę zdania, nieudaną ustawę, nawet niespełnioną obietnicę. Ale kolejkę do lekarza pamięta ciałem. Pamięta bólem, stresem, telefonami do rejestracji i tym upokarzającym pytaniem: „czy prywatnie będzie szybciej?”.

I tu pojawia się najciekawszy paradoks tygodnia. Rząd, oskarżany o brak sprawczości, nagle mówi językiem kontroli, przejrzystości i rejestrów wynagrodzeń w ochronie zdrowia. Tylko że robi to w momencie, gdy opinia publiczna nie słyszy już: „systemowa reforma”. Słyszy raczej: „politycy łatają dziurę po własnym wybuchu”.

Ustawa o większej jawności może być potrzebna. Ale politycznie weszła na scenę jak strażnik miejski po napadzie — dobrze, że jest, tylko szkoda, że dopiero teraz.

W tle Sejm dalej mielił ustawy, prezydent podpisywał kolejne akty prawne, rząd przyjmował projekty, komisje pracowały, ministrowie komentowali. Normalna robota państwa trwała. I może właśnie to jest najbardziej niedoceniony obraz tygodnia: Polska nie zatrzymała się od awantur. Polska nauczyła się funkcjonować w trybie ciągłego zwarcia.

Instytucje robią swoje. Partie robią swoje. Media robią swoje. A obywatel patrzy i myśli: „czy ktoś tu jeszcze robi coś dla mnie?”.

Sondaże dopisały do tego wszystkiego pointę. Rząd niby jeszcze trzyma ster, ale coraz częściej wygląda, jakby bardziej patrzył w lusterko niż przez przednią szybę. Opozycja nie musi nawet wygrywać każdego starcia — wystarczy, że czeka, aż koalicja sama zacznie się potykać o własne nogi.

Konfederacja i inne siły prawicy rosną na gniewie, zmęczeniu i poczuciu, że „tamci wszyscy już byli”. Lewica z kolei próbuje się sklejać, ale często brzmi tak, jakby zapraszała na wspólne zdjęcie rodzinne po wielkiej kłótni przy świątecznym stole.

Ten tydzień pokazał więc nie jedną aferę i nie jeden konflikt, lecz ogólną diagnozę: polska polityka weszła w fazę permanentnej kampanii bez formalnej kampanii.

Każde wydarzenie jest testem koalicji. Każda ustawa jest potencjalnym wetem. Każdy skandal jest paliwem dla sondażu. Każdy gest wobec Ukrainy jest jednocześnie polityką zagraniczną i kolejnym odcinkiem wojny PiS–KO.

A obywatel? Obywatel ma w tym spektaklu rolę widza, pacjenta, podatnika i czasem statysty. Widzi, że państwo umie podpisywać ustawy, liczyć mandaty, odsyłać ordery i produkować konferencje prasowe. Czeka tylko, aż równie sprawnie zacznie skracać kolejki, obniżać napięcie i rozwiązywać problemy bez potrzeby dopisywania do nich partyjnej puenty.

Bo miniony tydzień w polskiej polityce był jak lustro. Każdy zobaczył w nim to, co chciał.

Rząd — sabotaż prezydenta i opozycji.

Prezydent — obronę narodowej godności.

Opozycja — moralne bankructwo rządzących.

Lewica — potrzebę konsolidacji.

A zwykły człowiek?

Zwykły człowiek zobaczył kolejny tydzień, w którym politycy znów byli bardzo zajęci Polską.

Tylko nie zawsze było jasne, czy Polakami również.