Butna odmowa zamiast odpowiedzi. Radna Dorota Borkowska poucza redakcję i unika konkretów

Najpierw radna Dorota Borkowska nie dotrzymała terminu udzielenia odpowiedzi. Później oznajmiła, że na zadane pytania w ogóle nie odpowie. Na koniec postanowiła jeszcze pouczyć redakcję, czym powinni zajmować się dziennikarze.
Trudno znaleźć lepszy przykład arogancji w białych rękawiczkach.
Wiadomość jest formalnie uprzejma. Są przeprosiny, zwroty grzecznościowe i „wyrazy szacunku”. Jednak pod tą warstwą uprzejmości kryje się komunikat wyjątkowo prosty:
Nie będę odpowiadać.Troche w stylu sami se poszukajcie informacji . A później mnie oceńcie.
Tak właśnie wygląda otwartość radnej na pytania dotyczące wykonywania publicznego mandatu.
„Nie odpowiem na zadane pytania”
To najważniejsze zdanie całej wiadomości.
Nie: „potrzebuję więcej czasu”.
Nie: „odpowiem na część pytań”.
Nie: „przedstawię swoje stanowisko w późniejszym terminie”.
Radna napisała wprost, że nie odpowie.
Ma do tego prawo. Nikt nie może zmusić jej do rozmowy z redakcją. Jednak sprawowanie mandatu radnej również podlega publicznej ocenie. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć nie tylko, ile interpelacji złożyła ich przedstawicielka, ale także czy potrafi wyjaśnić swoje działania, obronić swoje decyzje i odpowiedzieć na pytania dotyczące własnych deklaracji.
Dorota Borkowska wybrała milczenie.
A właściwie coś więcej niż milczenie. Wybrała odmowę połączoną z pouczaniem tych, którzy ośmielili się zapytać.
Radna wyjaśnia dziennikarzom ich rolę
W swojej wiadomości radna stwierdziła, że rolą dziennikarzy jest ocena sytuacji i sprawdzanie, czy obietnice wyborcze pokrywają się z rzeczywistością.
Dziękujemy za instrukcję.
Redakcja Pulsu Głogowa doskonale wie, jaka jest rola dziennikarzy. Jednym z podstawowych elementów tej pracy jest zadawanie pytań osobom pełniącym funkcje publiczne i umożliwienie im przedstawienia własnego stanowiska.
Właśnie to zrobiliśmy.
Radna najwyraźniej uznała jednak, że zamiast odpowiedzieć, lepiej będzie wytłumaczyć redakcji, co powinna robić.
Takie zachowanie trudno uznać za partnerskie. Jest protekcjonalne, wyniosłe i pokazuje brak szacunku nie tylko wobec redakcji, ale przede wszystkim wobec mieszkańców, do których kierowany miał być materiał.
Pytania redakcji nie były prywatną ciekawością dziennikarza. Dotyczyły działalności osoby sprawującej publiczny mandat.
Mandat radnej to nie prywatna własność. To funkcja powierzona przez wyborców.
Interpelacje jako wygodna zasłona
Radna odesłała nas do strony Urzędu Miejskiego, gdzie publikowane są interpelacje i wnioski.
To unik, a nie odpowiedź.
Rejestr dokumentów może pokazać liczbę złożonych pism. Nie pokaże jednak, które działania przyniosły realne efekty. Nie wyjaśni, jakie obietnice zostały spełnione. Nie odpowie, co się nie udało i dlaczego. Nie pokaże również, jak sama radna ocenia konkretne problemy mieszkańców.
Najłatwiej wskazać stos dokumentów i uznać temat za zamknięty.
Tyle że mieszkańcy nie wybierają radnych wyłącznie do produkowania pism. Wybierają ich, aby reprezentowali lokalną społeczność, podejmowali decyzje, zabierali głos i brali odpowiedzialność za swoją działalność.
Odesłanie do urzędowej zakładki jest wygodne. Nie wymaga zmierzenia się z pytaniami, nie wymaga tłumaczenia własnych decyzji i nie niesie ryzyka, że odpowiedź zostanie skonfrontowana z rzeczywistością.
To ucieczka w dokumenty.
„Moja samoocena może nie być obiektywna”
Radna stwierdziła również, że jej samoocena mogłaby nie być obiektywna, dlatego pozostawia ocenę redakcji.
To pozornie rozsądne zdanie. W rzeczywistości stanowi kolejną wymówkę.
Nikt nie prosił radnej, aby wystawiła sobie ocenę na szkolnej skali. Mogła przedstawić fakty. Mogła wskazać swoje najważniejsze działania. Mogła powiedzieć, które obietnice udało się zrealizować, a których nie. Mogła podać konkretne rezultaty swojej pracy.
Ocenę rzeczywiście pozostawilibyśmy mieszkańcom.
Radna nie chciała jednak przedstawić nawet materiału, na podstawie którego taka ocena mogłaby być pełniejsza.
Wybrała najłatwiejsze rozwiązanie: nie odpowiedzieć, a odpowiedzialność za całą ocenę przerzucić na innych.
Uprzejme słowa nie ukryją lekceważenia
„Nie chcę, aby to zabrzmiało niegrzecznie, ale…”
Zwykle po takim wstępie następuje właśnie coś niegrzecznego.
W tym przypadku nastąpiło pouczenie redakcji i odmowa odpowiedzi.
Zwroty grzecznościowe nie zmieniają sensu wiadomości. Można napisać „Szanowni Państwo” i jednocześnie potraktować pytających z wyższością. Można zakończyć wiadomość „wyrazami szacunku”, choć jej treść tego szacunku nie pokazuje.
Szacunek wobec mieszkańców i lokalnych mediów wyraża się czynami, nie formułką na końcu maila.
Radna mogła odmówić krótko i bez pouczania. Mogła też odpowiedzieć chociaż na część pytań. Zamiast tego najpierw przekroczyła termin, później odmówiła, a następnie postawiła się w roli osoby wyjaśniającej dziennikarzom ich obowiązki.
To nie jest dialog.
To demonstracyjne zamknięcie rozmowy.
Mandat publiczny oznacza odpowiedzialność
Radni chętnie zabierają głos podczas kampanii wyborczej. Przed wyborami prezentują programy, składają deklaracje, publikują materiały i proszą mieszkańców o zaufanie.
Prawdziwa odpowiedzialność zaczyna się jednak po wyborach.
Wtedy pojawiają się pytania o efekty, konsekwencję, skuteczność i realizację obietnic. Wtedy nie wystarczą już hasła i zdjęcia. Potrzebne są odpowiedzi.
Osoba publiczna nie ma obowiązku lubić dziennikarzy. Nie ma obowiązku zgadzać się z redakcją. Nie ma również obowiązku odpowiadać na każde pytanie.
Ale każda odmowa także jest informacją.
W tym przypadku informacją o stosunku radnej do publicznej kontroli, jawności i rozmowy z lokalnymi mediami.
Dorota Borkowska postanowiła nie odpowiedzieć na pytania dotyczące swojej działalności. Zamiast konkretów zaoferowała pouczenie i link do urzędowej strony.
Mieszkańcy mogą sami ocenić, czy właśnie tak powinna wyglądać komunikacja osoby, która otrzymała od nich mandat zaufania.
My ocenę zachowania radnej formułujemy jasno:
To była odpowiedź butna, protekcjonalna i lekceważąca. Formalnie uprzejma, lecz w swojej istocie zamykająca rozmowę i unikająca odpowiedzialności za konkretne odpowiedzi.
Skoro radna nie chciała zabrać głosu w sprawie własnej działalności, jej odmowę również należy odnotować i poddać publicznej ocenie.
Bo milczenie osoby publicznej także jest stanowiskiem.
A pouczanie zamiast odpowiadania mówi czasami więcej niż najdłuższy wywiad.
Puls Głogowa
Lokalne wiadomości. Blisko Ciebie.
